Josephs.ScotBorowiak Properties LtdToll House Properties Ltd

Szczyt rozwoju mamy za sobą, ale nie gasimy światła

Utworzona: 2026-05-20


Tomasz Rejek, prezes Pomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych w Gdyni przyznaje, że nad regionalnymi stowarzyszeniami przewoźników drogowych zawisły czarne chmury i przybliża genezę obecnej sytuacji, ale zapewnia, że wiodące organizacje nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa.

Jakie czynniki doprowadziły do kryzysu w działalności stowarzyszeń regionalnych przewoźników drogowych, którego jednym z przejawów jest uszczuplenie bazy członkowskiej?

Funkcjonowanie stowarzyszeń jest w dużej mierze uzależnione od sytuacji w europejskiej i polskiej branży transportu drogowego, która przechodzi największy kryzys od lat. Oczywiście podstawą naszej działalności jest szeroka pomoc udzielana przewoźnikom w prowadzeniu firm, ale mamy do czynienia z globalną zapaścią branży transportowej, spowodowaną wieloma czynnikami, które w większości są poza zasięgiem naszych wpływów. Żeby zrozumieć przyczyny obecnego kryzysu, trzeba sięgnąć do genezy powstania stowarzyszeń regionalnych. Nie licząc najważniejszej i najstarszej organizacji transportowej, jaką jest Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych funkcjonujące w oparciu o członkostwo w IRU, pozostałe organizacje powstały z prozaicznego względu. Lata dziewięćdziesiąte oraz początek obecnego stulecia cechowały się niesamowicie dynamicznym rozwojem firm transportowych – i to mimo ograniczeń w przyznawanych koncesjach oraz zezwoleniach zagranicznych. Walka o przyznanie zezwoleń niemieckich, a później rosyjskich niejednemu przewoźnikowi utkwiła w pamięci, a wiem co mówię, bo przez blisko dziesięć lat byłem przewodniczącym komisji ds. podziału zezwoleń zagranicznych przy BOTM. I właśnie potrzeba dostarczania, rozliczania i obsługi lokalnych przewoźników z zezwoleń zagranicznych oraz koncesji była podstawą powstania stowarzyszeń regionalnych. Z biegiem czasu organizacje te stawały się naturalnym zapleczem w terenie dla ZMPD.

Ale też nie ograniczały się tylko do „papierkowej roboty” wykonywanej dla i w imieniu przewoźników...

Oczywiście, że nie. Szybko dostosowały się do bieżącej sytuacji i zaczęły reprezentować przewoźników wobec lokalnych władz i instytucji. Dzięki temu udało im się załatwić wiele ważnych spraw dla środowiska transportowców. Dodatkowo otrzymały możliwości dystrybucji kart opłat drogowych, a później – dzięki ZMPD – opłat viatoll. Było to o tyle ważne, że uzyskane z tego tytułu środki posłużyły wielu stowarzyszeniom do finansowania działalności, a także budowy nowoczesnej infrastruktury.

PSPD jest tego doskonałym przykładem...

Z uzyskanych środków zakupiliśmy, wyremontowaliśmy i wyposażyliśmy dwie nieruchomości oraz nabyliśmy nowoczesne pojazdy szkoleniowe. Dzięki temu przewoźnicy i kierowcy w komfortowych warunkach mogli załatwić sprawy w biurze stowarzyszenia, a także korzystać ze specjalistycznych szkoleń. Był to strzał w dziesiątkę, bo nie trzeba było długo czekać na to jak nasze projekty finansowane z unijnych środków ruszyły pełną parą. Przez kilkanaście lat zrealizowaliśmy siedem projektów na kwotę 12 mln zł. Pozwoliło to nam bezpłatnie przeszkolić ponad 4 tysiące osób, w tym oczywiście przedsiębiorców – naszych członków i ich pracowników. Mam tu na myśli szeroką ofertę szkoleniową. Powołaliśmy do życia Ośrodek Szkolenia Kierowców PSPD pod nazwą „Szkoła Kierowcy Zawodowego”, który z powodzeniem organizuje kursy do dzisiaj. Jak bardzo jesteśmy aktywni w wielu sprawach związanych z transportem, można zawsze sprawdzić na naszej stronie internetowej. Nie przestajemy szukać możliwości dalszego rozwoju usług związanych z naszą branżą. Reprezentowanie przewoźników wobec lokalnych władz i instytucji oraz współpraca ze szkołami jest już standardem naszych działań.

No to gdzie ten kryzys?

Kryzys przychodził stopniowo. Zaczęło się od sankcji wprowadzonych na Federację Rosyjską i związanych z tym perturbacji w funkcjonowaniu transportu, a później musieliśmy przełknąć gorzką pigułkę w postaci zaostrzenia przepisów w ramach nieszczęsnego Pakietu Mobilności. Zanim się otrząsnęliśmy z tego szoku, wybuchła pandemia, a niedługo później rozpoczęła się inwazja Rosji na Ukrainę. Na dodatek trwa europejski kryzys gospodarczy, a to tylko część spraw utrudniających działalność firm i organizacji transportowych.

Czyli stowarzyszenia przewoźników mają podobne problemy, co ich członkowie?

Do pewnego stopnia tak, chociaż pewne sprawy dotyczą specyfiki prowadzenia działalności stowarzyszeniowej. Pandemia spowodowała znaczące zmiany w sposobie pozyskiwania informacji i prowadzenia szkoleń. Proszę zobaczyć jak sieć internetowa przejęła szkolenia, a portale branżowe podają informacje istotne z punku widzenia pracy firm transportowych. Wysyłamy raz lub dwa razy w tygodniu newsletter do członków PSPD, ale te same wiadomości można zdobyć bez większego kłopotu w sieci. Znacznym osłabieniem roli stowarzyszeń było wprowadzenia przez BTM programu, który umożliwia przewoźnikom zdalne i samodzielne załatwianie spraw związanych z licencjami czy zezwoleniami. Dalej obsługujemy naszych członków w tym zakresie, zapewniając ich, że prowadzimy to w sposób profesjonalny, więc mogą spać spokojnie, ale jednak przedsiębiorcy mają wybór. Organizacje, które swoją działalność oparły na tej usłudze (przypominam – była ona przed laty podstawą powoływania stowarzyszeń) mają największe problemy w zatrzymaniu członków i przekonaniu ich, że przynależność do stowarzyszenia ma jeszcze sens.

Ważnym czynnikiem, który działał jak magnes przyciągający firmy transportowe do stowarzyszeń była działalność podobna do funkcjonowania grupy zakupowej.

To prawda. Można było na przykład uzyskać znakomite warunki zakupu oleju napędowego w firmach paliwowych, z którymi współpracowało nasze stowarzyszenie. Część organizacji, tak jak i my, współpracuje nadal z sektorem paliwowym, ale nie uzyskujemy już tak atrakcyjnych warunków cenowych jak we wcześniejszych latach, więc firmy transportowe zastanawiają się, czy im się to po prostu opłaca. Prawda jest taka, że wielu przewoźników zapisuje się do organizacji transportowych dla uzyskania korzyści finansowych. Pytają o nie na samym początku rozmowy dotyczącej członkostwa i właściwie nie ma w tym nic dziwnego. Trudno spodziewać się innego podejścia.

A korzyści wynikające z reprezentacji środowiska branżowego przed lokalnymi i krajowymi władzami?

Niestety, przedsiębiorcy transportowi nie łączą tego z przynależnością do jakiejkolwiek organizacji. Istnieje przekonanie, że stowarzyszenia powinny działać na rzecz całego środowiska, a nie tylko własnych członków. Jest to najbardziej widoczne podczas sytuacji kryzysowych. W okresie pandemii PSPD przeprowadziło dwie akcje protestacyjne z przewoźnikami autokarowymi, których w stowarzyszeniu było ponad siedemdziesięciu. W Polsce ta grupa była słabo zorganizowana, więc zaczęto tworzyć ad hoc organizacje, które miały przeprowadzać protesty i reprezentować przewoźników przed władzami. Z tego co wiem, zapał szybko minął, a brak finansowania doprowadził do zaprzestania działalności. Życie pokazuje, że działalność społeczna w takich okolicznościach nie trwa zbyt długo. Kolejną próbę podejmują ostatnio niezrzeszeni krajowi przewoźnicy kontenerowi, tworzący organizację, która ma na celu poprawę warunków obsługi w terminalach kontenerowych. Myślę, że w tym kierunku pójdzie zorganizowana działalność przewoźników. Podejmowane będą działania określonej grupy wobec konkretnego podmiotu, a pozostałe sprawy związane z transportem na poziomie regionalnym lub krajowym nie będą przedmiotem ich zainteresowania.

Jak zatem widzi Pan dalsze funkcjonowanie stowarzyszeń?

Nie obawiam się o przyszłość kilku znakomicie prowadzonych stowarzyszeń z rzeszą zadowolonych członków, którzy dalej chcą w tym uczestniczyć. Przewoźnicy widzą korzyści płynące z przynależności do organizacji, a zgromadzone rezerwy finansowe pozwalają na kontynuowanie działalności. Pozostałe organizacje działają na zasadzie ambicji (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) i zaangażowania swoich prezesów, reprezentujących coraz mniejsze grono przewoźników. Chciałbym być dobrze zrozumiany – w większości są to znakomici, oddani branży fachowcy, którzy poświęcają swój czas dla dobra ogółu, ale nie są już w stanie odwrócić postępujących zmian.

Czy w ogóle były i są jakieś szanse na odwrócenie tych zmian?

Takie zmiany powinny zaistnieć, ale pytanie – czy są jeszcze możliwe? Wzorem naszych zachodnich sąsiadów, powinna w Polsce funkcjonować duża i silna organizacja reprezentująca przewoźników ze swoimi regionalnymi placówkami. Pojawił się kiedyś pomysł, aby stworzyć taką strukturę w oparciu o ZMPD, ale nie było woli do działania w tym kierunku wszystkich zainteresowanych stron. Drugim pomysłem było zaangażowanie stowarzyszeń w prowadzenie specjalistycznych szkoleń przeznaczonych dla kierowców zawodowych i przewoźników, podobnych do rozwiązań stosowanych w niektórych krajach Europy Zachodniej. Niestety, lobbowanie w tym kierunku zostało zlekceważone przez nasze środowisko. Dzisiaj już nie ma na to szans.

Pozostaje jeszcze Forum Transportu Drogowego...

Pierwszym przewodniczącym FTD był nieodżałowany Dionizy „Dyzio” Woźny – osoba wyjątkowo lubiana i szanowana w naszym środowisku. W tamtym okresie forum miało swoją wagę i znaczenie. Dzisiaj trudno mi się odnieść do działań FTD, bo od blisko roku nie odbyło się żadne spotkanie tej grupy. Myślę, że dalsze funkcjonowanie forum na obecnych zasadach nie ma większego sensu.

Czego więc mogę życzyć?

Na pewno konsolidacji środowiska i tego, abyśmy nie tracili z pola widzenia faktu, że pełnimy ważną rolę i jesteśmy potrzebni swoim członkom.

Rozmawiał: Cezary Bednarski
Do ulubionych
FIRMOWY SPOTLIGHT
GreenChem


NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

NASZE WYWIADY, OPINIE i RELACJE

Photo by Josh Hild from Pexels